Człowiek, który nie boi się mówić Prawdy

O Władysławie Bartoszewskim napisano wiele książek, setki, jeśli nie tysiące artykułów, jeszcze więcej komentarzy na portalach. Więzień Auschwitz, po wojnie komunistycznych katowni. Intelektualista, polityk, działacz społeczny i katolicki, rzecznik dialogu polsko-żydowskiego i polsko-niemieckiego ...

 

Zapraszamy do oglądnięcia galerii zdjęć z uroczystości

 

 
Galeria zdjęć Nr 1


  Galeria zdjęć Nr 2

   


Galeria zdjęć Nr 3

Galeria zdjęć Nr 4
   

 

Galeria zdjęć Nr 5

 

 

prof. Władysław Bartoszewski - Honorowy Obywatel Gminy Oświęcim

O Władysławie Bartoszewskim napisano wiele książek, setki, jeśli nie tysiące artykułów, jeszcze więcej komentarzy na portalach. Więzień Auschwitz, po wojnie komunistycznych katowni. Intelektualista, polityk, działacz społeczny i katolicki, rzecznik dialogu polsko-żydowskiego i polsko-niemieckiego. Człowiek niepokorny, o wyrazistych poglądach. Człowiek z zasadami, który 21 września br. został Honorowym Obywatelem Gminy Oświęcim. 

Uroczysta sesja Rady Gminy Oświęcim odbyła się w piątek 21 września w progach Szkoły Podstawowej im. Więźniów Oświęcimia w Brzezince. Otworzył ją o godz. 17 przewodniczący rady Piotr Śreniawski. Wśród zaproszonych na tę wyjątkową uroczystość gości byli przedstawiciele różnych szczebli samorządu, w tym m.in. Marszałek Województwa Małopolskiego Marek Sowa, przedstawiciele duchowieństwa, biznesu, organizacji pozarządowych, posłanka na Sejm Dorota Niedziela i wielu innych znamienitych gości.

Szanowni Państwo! Tematem dzisiejszej sesji jest podjęcie uchwały w sprawie nadania tytułu Honorowego Obywatela Gminy Oświęcim prof. Władysławowi Bartoszewskiemu. Proszę o przedstawienie sylwetki Pana Profesora – powiedział Przewodniczący Rady Gminy Oświęcim Piotr Śreniawski.

Wybrane fragmenty z życiorysu Dostojnego Gościa odczytali nauczyciele z Gminnego Gimnazjum nr 2 w Zaborzu – Marek Michoń i Bartłomiej Karolus. Towarzyszyła temu prezentacja multimedialna, podczas której zaprezentowano archiwalne zdjęcia ukazujące Władysława Bartoszewskiego w różnych fazach swojej aktywności, w towarzystwie wybitnych, historycznych postaci, z którymi dane Mu było się spotkać w swoim dotychczasowym, bogatym w przełomowe wydarzenia życiu.

Po prezentacji, laudację na cześć Władysława Bartoszewskiego wygłosiła Wójt Gminy Oświęcim Małgorzata Grzywa.

Panie Przewodniczący!
Panie i Panowie Radni!
Panie Profesorze!
Szanowni Państwo!

Przypadł mi w udziale wielki zaszczyt, promowania do tytułu „Honorowego Obywatela Gminy Oświęcim” Pana Profesora Władysława Bartoszewskiego, byłego więźnia KL Auschwitz, żołnierza Armii Krajowej, działacza Polskiego Państwa Podziemnego, powstańca warszawskiego, przewodniczącego Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej oraz Rady Ochrony Pamięci Walk i Męczeństwa, znakomitego historyka, autora wielu pozycji książkowych i prasowych, wybitnego męża stanu; odznaczonego Orderem Orła Białego oraz medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata i wieloma innymi za wybitny wkład w edukację o Auschwitz i Zagładzie;  honorowego obywatela  Państwa Izrael i wielu polskich miast…

Tytuł „Honorowy Obywatel Gminy Oświęcim” stanowi najwyższy wyraz uznania mieszkańców  naszej społeczności dla działań Profesora, zmierzających do ocalenia pamięci o ofiarach Auschwitz-Birkenau, i o to, by kolejne pokolenia, wyciągnęły z tamtych zbrodni wnioski na przyszłość, dla Jego pracy na rzecz Międzynarodowej Rady Oświęcimskiej, jak również niezliczonych zasług w dziedzinie polityki, dyplomacji, nauki czy historii.

Mamy przed sobą człowieka, o wielkim moralnym autorytecie,  którego dewizą życiową oraz programem etycznym działalności, było i  jest głębokie przekonanie, że warto być przyzwoitym.

Z tego powodu w czasach, w których tak bardzo brakuje autorytetów moralnych, wzorców etycznych, osoba Profesora Władysława Bartoszewskiego, jest wiarygodna dla nas - mieszkańców tej Gminy i  jej następnych pokoleń.


„Warto być przyzwoitym. Nigdy nie twierdziłem jednak, że się to opłaca” – te słowa wypowiedział dwukrotnie więziony i internowany. A większość życia przyszło mu spędzić w czasach, które dla tamtego pokolenia były ciężką próbą. Zarówno wojna, jak i kilkadziesiąt kolejnych lat zmusiły wielu do pochylenia karku, do kompromisów, do wyrzeczenia się ideałów, wiary i wartości – On przeszedł ten okres wyprostowany. Mało tego – człowiek, który przeżył wojnę, doświadczył Auschwitz stał się inicjatorem i jednym z największych orędowników pojednania między narodami polskim, niemieckim i żydowskim.
 
Zawsze był człowiekiem czynu, zawsze oddawał się społecznej służbie od najmłodszych studenckich lat, od działalności w konspiracji i zawsze dawał świadectwo prawdzie. Dawał dowody, jak należy o sprawę polską walczyć i zabiegać, jak być sprawiedliwym. Przy tym wszystkim zachował zwyczajne ciepło i życzliwość.


Wszystkim jest znany Jego niezwykły temperament. To między innymi dzięki temu trafił do  wielkiej polityki,  ale i do drugiego człowieka.

W kontaktach z ludźmi już na starcie daje drugiej stronie, szczególnie ludziom młodym,  ogromny kredyt zaufania. To buduje, uskrzydla, ładuje energią i poczuciem sensu.

Taki człowiek może pełnić rolę życiowego przewodnika. Przez swoją postawę i dzieła, daje klucz do rozumienia świata, wytycza szlaki, pokazuje  jak na co dzień realizować wartości, które są najważniejsze.

Ludzie podobni Profesorowi, uczą wytrwałości  i  wewnętrznego zaparcia, że czasem trzeba pokonać samego siebie, by osiągnąć cel, jaki się wybrało, pokazują  jak żyć, aby tego życia nie zmarnować.

Na koniec przytoczę słowa Błogosławionego Jana Pawła II, który w liście do Władysława Bartoszewskiego (7 lutego 2002 r.), skierowanym z okazji 80-lecia jego urodzin przypomniał bogactwo dokonań ówczesnego Jubilata.
Warto dzisiaj te słowa zacytować, gdyż zawierają się w nich również nasze dzisiejsze uczucia i myśli.
„Zachowuję w pamięci Pański dorobek naukowy i pisarski, który w dużej mierze jest mi osobiście znany, jak również działalność społeczną i dyplomatyczną - zwłaszcza wszystkie wysiłki na rzecz zbliżania ludzi i narodów. Starał się Pan budować świat lepszy, oparty na prawdzie, sprawiedliwości, miłości i wolności”.


Władysław Bartoszewski jest wyjątkową postacią naszych czasów. Pragniemy, by stał się kolejnym honorowym obywatelem Gminy Oświęcim po Wielkim Janie Pawle II  i żołnierzu Września 1939 roku, Zygmuncie Kachliku.

Jeszcze raz podkreślę, że jestem dumna i szczęśliwa, że mogłam wobec wszystkich zgromadzonych tutaj  wygłosić tą laudację na cześć Wielkiego Polaka.

Wysoka Rado!
Wnoszę zatem o nadanie tytułu „Honorowy Obywatel Gminy Oświęcim” Profesorowi Władysławowi Bartoszewskiemu – tymi słowami pani wójt zakończyła przemowę.


Radni podzielili prośbę Małgorzaty Grzywy i przez aklamację przyjęli uchwałę o nadaniu prof. Bartoszewskiemu wspomnianego tytułu. Decyzja rajców spotkała się z burzą oklasków ze strony licznie przybyłych gości.
W końcu głos zabrał główny bohater uroczystości, od 21 września 2012 roku Honorowy Obywatel Gminy Oświęcim, prof. Władysław Bartoszewski.

Drodzy Państwo (...),
w życiu różnych nauk mi nie skąpiono, choć nierównomiernie mi się ułożyło, bo do sześćdziesiątki przeważnie siedziałem. Gorzej by było, gdyby mnie nagradzano jako ucznia, a później bym przeważnie siedział (śmiech z sali). Stało się inaczej. Chcę wam powiedzieć, że bardzo na serio i tylko z wdzięcznością traktuję godność Honorowego Obywatela Gminy Oświęcim. Jestem obywatelem honorowym mojego rodzinnego miasta, Warszawy, jestem też honorowym obywatelem Sopotu, Szczecina, Wrocławia. Mógłbym wymienić jeszcze kilka innych tego typu tytułów, bo jestem też obywatelem honorowym Dolnego Śląska. Podmiot taki jak gmina może i jest najmniejszy, ale dla mnie może należeć, mimo swojej znikomej - w stosunku do tych innych podmiotów - wielkości, do najważniejszych.
Proszę Państwa, dzisiaj mamy 21 września. 72 lata temu, 21 września 1940 roku od wczesnego świtu w wagonie towarowym, tzw. bydlęcym, jechałem z rampy kolejowej w Warszawie do granicy Generalnej Guberni i Reichu. Pociąg stanął na dłużej w Poraju, a potem, po dłuższej przerwie, ruszył na teren Reichu. Myśmy oczywiście starali się zorientować dokąd jedziemy, nie wiedzieliśmy tego, bo nikt nam nie mówił. Było nas 1700 osób, jak się potem okazało. Mniej więcej w dwóch trzecich ofiar branki z 19 września w Warszawie w ramach Akcji AB, a w jednej trzeciej z więzienia politycznego gestapo na Pawiaku. Przybyliśmy późno w nocy 21 września do Oświęcimia, na rampę, nie wiedząc dokąd przyjechaliśmy. Dla porządku zarejestrowano nas od następnego dnia. Ten transport w historii obozu Auschwitz nosił miano drugiego transportu warszawskiego, zarejestrowanego 22 września 1940 roku.

Otrzymałem numer 4427. Byłem wtedy jednym z młodocianych. Pierwsze tygodnie „uczono” nas tylko gimnastyki w swoistym hitlerowskim pojęciu tego słowa i próbowano uczyć niemieckiego. Po następnych tygodniach skierowano do robót. Pracowałem przy walcu drogowym, rozładunku wagonów towarowych, przy rozbiórce domów Polaków wysiedlonych z Zasola, gdzie marzyliśmy, żeby znaleźć coś do jedzenia. Gdy przeżyłem ten apel, o którym była dziś mowa (...), zwolniono mnie 8 kwietnia 1941 roku. To był wtorek Wielkiego Tygodnia, załadowano na dworcu w Oświęcimiu do pociągu osobowego do Katowic. Ładował nas konwojent, który załatwił bilety.

Chciałbym w tym miejscu nawiązać do początku mojego przemówienia, gdy wspomniałem z naciskiem, że ten mały podmiot - gmina Oświęcim to dla mnie coś zupełnie nieporównywalnego z innymi wielkimi zaszczytami. Bo oto wsiedliśmy przerażeni i zmarznięci, bo wiał silny wiatr od Soły i od Wisły. Wsiedliśmy do przedziału, w którym siedziały dwie dziewczyny. Kilka lat ode mnie młodsze. Jeśli żyją, a były to dziewczyny stąd, no to mają teraz jakieś 86 lat.
No i te dziewczyny spojrzały na te ogolone głowy i mówią: „Panowie z obozu”.
Ja mówię: „Tak. My trzej jedziemy do Warszawy”.

„No to pewnie jesteście głodni” – stwierdziły. Jedna wyciągnęła bułkę z wędliną, którą wzięła ze sobą, do pracy albo do szkoły. Dała nam tę bułkę.
Powiedziałem: „Niech Pani tego nie robi, bo wy macie tu kartki w Reichu, trudności, a my dostaliśmy rano co nam się należało”.

„Ależ nie, proszę bardzo” – odparła jedna z nich.

Ten uśmiech dobroci, ten gest polskiej solidarności wiązał się będzie dla mnie do końca życia z tymi dziewczynami z Oświęcimia. Dopiero później spotkałem innych życzliwych ludzi, swoją najbliższą rodzinę itd. Tak, ale najważniejszy jest pierwszy moment, który człowiekowi utkwi w głowie.

(,,,) Po Oświęcimiu wyszedłem starszy o kilka miesięcy uwięzienia i o garb doświadczeń, który przekraczał odporność psychiczną młodego człowieka. Tym bardziej że z powodów emocjonalnych o Oświęcimiu nie opowiadałem. To znaczy nosiłem to w sobie. Nie opowiedziałem nawet swoim rodzicom. Nie opowiadałem moim kolegom na kompletach tajnego nauczania. Opowiedziałem to dwóm księżom i mojemu wychowawcy ze szkoły. I to wszystko. Żeby było dziwniej, ten wychowawca trafił w 1943 roku do obozu w Oświęcimiu, gdzie rok później został zamordowany. Natomiast spośród tych dwóch księży, którym opowiadałem o swoich obozowych przeżyciach, jeden to Roman Archutowski, późniejszy męczennik Majdanka, (...) wyniesiony na ołtarze jako błogosławiony przez Jana Pawła II w czerwcu 1999 roku w czasie Jego pielgrzymki w Warszawie.

Te doświadczenia z młodości ukierunkowały moje działania. I to,  że miałem mądrych rodziców, mądrych pedagogów, dobrą szkołę, i że nie straciłem wiary, choć była we mnie zachwiana. Te słowa mojego spowiednika, który mi mówił, że też nie rozumie wyroków boskich, ale skoro jestem wierzący i przyszedłem do spowiedzi, to znaczy że wierzę w Boga.
Powiedział mi: „Można by się zastanowić inaczej – nie, dlaczego dzieje się niesprawiedliwość, lecz - dlaczego Bóg chciał, żebyś ocalał”.
Bardzo to było życiowo powiedziane do młodego chłopca przez mądrego księdza. I choć minęły dziesiątki lat od tamtej spowiedzi, to jej przesłanie wydaje mi się takie głębokie, ludzkie. Skłonienie do refleksji nad porządkiem życia, nad jego sensem. Ta refleksja mnie nie opuszczała. Tak się później ułożyło, że los mnie nie pieścił, podobnie jak tysięcy innych ludzi w PRL-u. Trafiłem do więzień komunistycznych. Jeden z oficerów śledczych, stosunkowo młody, zadał mi pytanie: „A wyście byli w Oświęcimiu. Gdzie było lepiej: tam czy tu?”
Pyta mnie w areszcie śledczym Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego w Warszawie.

A ja mu mówię: „Mam powiedzieć prawdę? Chyba jednak tam...”

A on mówi: „Tak? A dlaczego?”

„Bo tam to zrobili Niemcy, a tu to robicie wy. A przecież jesteśmy Polakami. I pan, i ja” – odpowiedziałem.

(...) Nie powiem, bo to były niecenzuralne słowa jak zareagował na tę moją wypowiedź, z serca zresztą płynącą niż z rozsądku.


Drodzy Państwo,
lata które poświęciłem różnym pracom społecznym dotyczącym Oświęcimia, dały mi bardzo różne doświadczenia. Dramatycznych blizn, gdy rozmawiałem z byłymi więźniami zarówno Polakami, jak i Żydami. Łączy nas coś ważniejszego od czegokolwiek innego.

Swoim zwyczajem chciałbym zakończyć tą mowę czymś anegdotycznym, bo życie składa się z połowy szklanki pełnej i połowy pustej. Ja widzę zawsze tę pełną połówkę.
Podczas pamiętnych obchodów 60. rocznicy wyzwolenia obozu, w styczniu 2005 roku, kiedy było tyle koronowanych głów, prezydentów państw i innych znakomitości, z powodu drastycznego zimna na terenie Birkenau – co prawda tam jako więzień nie przebywałem, ale byłem dwukrotnie z papieżami: Janem Pawłem II i Benedyktem XVI – wszyscy trzęśli się z zimna. Podchodzi do mnie mój przyjaciel, Israel Gutman, więzień Oświęcimia, właściwie Auschwitz, a nie Birkenau - na jego szczęście, i powiada do mnie: „Władysław, tego nie da się wytrzymać!”

A ja pytam: „Czego?”

„Tego mrozu” – odpowiedział.

„Mam ci dać radę?” – pytam.

„Daj” – prosi warszawiak jak ja, tyle że rok młodszy.

„Wiesz co Israel, przebierz się w pasiak na godzinę, zobaczysz jak ci było dobrze w tym futrze” – odparłem.

Na tym kończę, Proszę Państwa, wskazując na względną wartość ocen ludzkich i na ważność wartości nieprzemijających.
Dziękuję.


Przy okazji, korzystając z nieco luźniejszej atmosfery na sali, Pan Profesor zaprosił wszystkich obecnych na swoje setne urodziny, które zamierza w dobrym zdrowiu obchodzić już za 10 lat.

Po swoim wystąpieniu prof. Bartoszewski przez dłuższy czas odbierał gratulacje i kwiaty od gości. Potem odwiedził szkolną izbę pamięci. Następnie wraz z panią wójt przejechał samochodem po Brzezince, zatrzymując się na chwilę przed Bramą Śmierci, po czym podjechał na nowy parking w Brzezince, administrowany przez OKSiR. Z zainteresowaniem obejrzał postęp prac na placu budowy, gdzie w przyszłym roku stanie budynek zaplecza dla zwiedzających były obóz.


Potem w towarzystwie pani wójt udał się do remizy Ochotniczej Straży Pożarnej w Brzezince, gdzie na cześć Honorowego Obywatela Gminy Oświęcim wydano uroczystą kolację. Wójt Małgorzata Grzywa wzniosła toast na cześć Profesora, życząc Mu pomyślności i długich lat w zdrowiu.
Przed głównym bohaterem i zaproszonymi gośćmi wystąpił m.in. zespół złożony z dziewcząt z Brzezinki i Rajska pod kierunkiem instruktora muzyki w OKSiR Michała Buska. W sympatycznej atmosferze goście bawili się jeszcze długo korzystając z obecności Honorowego Obywatela Gminy Oświęcim.